Jeszcze do niedawna wszyscy z niepokojem rozglądaliśmy się dookoła szukając wzrokiem… Szukaliśmy my, szukaliście być może Wy... Możliwe, iż wszyscy razem martwiliśmy się, że te romantyczne czasy bezpowrotnie minęły…

Pierwsza polska encyklopedia „Nowe Ateny” z roku 1745 dwukrotnie zdążyła się zdezaktualizować. Pierwszy raz, gdy definicja pewnego hasła przestała być poważną, a zaczęła „tracić myszką” lub nawet śmieszyć. Drugi raz, gdy pusty śmiech zaczął się przeradzać w smutek za wydawało się bezpowrotnie straconym światem…. „Koń jaki jest, każdy widzi”... Tak oczywiste się to wydawało – również na Kociewiu.

I pewnego dnia obudziliśmy się w rzeczywistości, gdy kolejne pokolenia nie mogły by przejść do porządku dziennego nad takim wyjaśnieniem. Przestaliśmy konie widywać… A brak spotkań przeradzał się w zapomnienie i apatyczne hołubienie czterokołowych maszyn, które utopiły w swej masowości wspomnienie czasów, gdy my ludzie inaczej pokonywaliśmy dzielącą nas przestrzeń.

Po okresie chaotycznego zaślepienia techniką, świadoma część społeczeństwa zaczęła pełną pasji podróż w „poszukiwaniu straconego czasu”. Ulżyło nam wszystkim…
Kociewiu się udało i udaje ciągle nadal.

Przed Państwem turystyczna opowieść o takim właśnie Kociewiu i kociewskich koniarzach...